Wrzesień. Wczesna ciepła jesień. Gdzie jestem? W środku bieszczadzkiego lasu. Przed chwilą zaczął padać deszcz. Siedzę w aucie stojącym na błotnym placu, do którego prowadzi dziwna bardzo, ni to leśna, ni to piaszczysto-asfaltowa nieoznaczona droga. Z radia do niedawna płynęły przyjemne dźwięki.

KSIĘGARNIA

  Na Greenpoincie zajrzałem do polskiej księgarni. Wchodzę.

     Hello. Dzień Dobry. A, dzień dobry – odpowiada właścicielka, której przerwałem rozmowę z inną kobietą stojącą za drzwiami. Szukam straconego czasu, mówię. Podniosła wzrok jakby chciała bliżej się mi przypatrzyć. Ach wie pan, chyba nie mamy. Ale zaraz sprawdzę. Ja szóstego tomu szukam.

W STRONĘ MARSYLII 

     Jeżeli dotarcie do Canal du Midi było swoistym czyśćcem, czasem na zwolnienie i zmycie brudów pierwszego tygodnia, o tyle kontynuacja jazdy w trzecim etapie nie była niczym innym niż przedsionkiem raju. Oto rozpoczynał się najlepszy etap podróży, część o której myślałem najczęściej gdy planowałem trip.