KSIĘGARNIA

  Na Greenpoincie zajrzałem do polskiej księgarni. Wchodzę.

     Hello. Dzień Dobry. A, dzień dobry – odpowiada właścicielka, której przerwałem rozmowę z inną kobietą stojącą za drzwiami. Szukam straconego czasu, mówię. Podniosła wzrok jakby chciała bliżej się mi przypatrzyć. Ach wie pan, chyba nie mamy. Ale zaraz sprawdzę. Ja szóstego tomu szukam. Ach, proszę pana to na pewno nie, bo do szóstego mało kto dochodzi. Obraca się do owej kobiety. No ale widzi pani, takich klientów to w ogóle nie ma już. Uśmiecham się. Ale że co? Że tak konkretnie? Kiedy mnie ktoś pytał ostatni raz o w poszukiwaniu straconego czasu?; a tu proszę, wskazuje na ogromne tomisko na półce, Archipelag Gułag leży od lat i tam już zostanie. Kupiłbym, ale już czytałem. A o co się klienci pytają? O co? – obrusza się lekko księgowa, o Pachnidło, albo coś do poduszki. A dzisiaj weszła kobieta i pyta się czy ja mam taką dużą kopertę (pokazuje),o taką dużą. No nie mam proszę pani, przykro mi, nie mam takiej koperty. Rozglądam się po półkach przy jej biurku obstawionych przez latynoamerykańskich gigantów. Ale widzę, że macie nawet Fuentesa, zauważam. Do źródła! No Fuentesa mamy. Carpentiera. A, tak, w jego katedrze byłem. A tu proszę, kobieta wskazuje na kolejny opasły tom, Dostojewski, ale to gdzie to. O! – mówię nagle ożywiony – a co pani ma? Schyla się stękając i z zajmującej całą ścianę konstrukcji zbudowanej z książek wyciąga jedną pokaźną cegłę, po czym rzuca mi zuchwale: Biesy! No, to mi się podoba. I zaczynam już się do niej przyzwyczajać. Dobrze leży w dłoni. Otwieram, a tam te lekko żółte stronice i polski język soczysty i pachnący. Odwracam. $40. Ups. Książkę póki co odkładam. Kobieta przygląda mi się. Ale pan na pewno z Polski, szybko wyrokuje. Można tak powiedzieć. No jak wiedziałam na kilometr! Przecież tutaj, gdzie, tu nikt nie czyta. A skąd pan jest? Z Wrocławia. No ja też! Na placu 1 Maja mieszkałam, za Legnicką. No ten plac już się tak nie nazywa, niech pani zgadnie…Kobieta bez zastanowienia mówi, że na pewno Jana Pawła II lub Piłsudskiego. Trafiła pani bezbłędnie za pierwszym razem. Chociaż zadanie niezbyt trudne. Ostatnio byłam piętnaście lat temu, nie jeżdżę , nie ma po co. Wszyscy są tutaj? – wtrąca się kobieta. Tak, wszyscy tutaj, ale mój syn był ostatnio pierwszy raz w życiu, bardzo mu się podobało, ale Kraków brzydki, mówi. A w Polsce strasznie, co? – zwraca się do mnie. Przeciwnie, mówią nam, że podobno rozwijamy się w niebywałym tempie. Za to u was tutaj jak wchodzę do sklepów polskich to jakbym wrócił we wczesne lata 90. No tak jest, śmieje się. Może jakaś nostalgia za komuną, nie wiem. Na to wygląda. Nostalgia za komuną w Ameryce. Niebywałe, dumam.

     W Polsce już też by pan miał kłopot z tym Proustem w księgarniach, nic już takiego tam też nie mają, bo dzwonią do mnie ludzie z Polski i zamawiają te klasyki. Ja im mówię, że przesyłka z Nowego Jorku, ale oni i tak zamawiają, to chyba nie ma w Polsce. Czyli wie pani, zwraca się teraz do tajemniczej kobiety, my nosimy drewno do lasu. Śmieję się. Bardzo mi się ta rozmowa podoba. O, widzi pani, śmieje się teraz ona, taki młody człowiek, a zrozumiał, co mówię. Drewno do lasu, powtarzam. A co pan takie starocie czyta? Ach proszę pani, wzdycham, długa historia, utknąłem na przełomie poprzedniego wieku, a kolejka się tylko wydłuża. Przy okazji zapytam, Czarodziejską Górę macie? Pan chyba żartuje.

     Właścicielka znowu zwraca się do kobiety, która stoi nieruchomo przez cały ten czas; a wie pani teraz na tych targach już pokazywali wreszcie te gogle, o których pani mówiłam, te 3D, że się wkłada i jest się w innym świecie. Słucham. Nie mogę się doczekać, ożywia się, przecież to będzie super, nigdzie nie będę już musiała jeździć! Pierwsze co to na lotnię wskoczę, bo się boję i na żywo nigdy bym nie poszła, a tak wygodnie w fotelu. Super, mówię ubawiony. Ale że co? – kobieta w rogu nie rozumie. No jak to, że sobie wybiera pani program i na pustynie, na lodowiec, do Afryki, gdzie pani chce i co chce i nawet nie takie drogie, $300. Ja też sobie chyba kupię, mówię, jak $300. Ale najpierw rower. Rower tam też będzie w tych goglach, zauważa księgarnia. A w to ja nie wątpię.

     *Parę dni temu przyszedł ostatni siódmy tom. Ostatnie rendezvous z Proustem. Czas Odnaleziony. Maestro zmarł krótko po ukończeniu dzieła. Nie było już nic więcej do napisania. Ja po czterech latach czytania serii rozpoczętej w 2011 roku w Hiszpanii spotkanie z rzewliwym Francuzem będę kończył jesienią w Nowym Jorku. Lubię jak bohaterzy książek podróżują ze mną, a gdzie oni przez te cztery lata nie byli.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *