Jest taka dzielnica Nowego Jorku, która nie zgadza się z powszechną wizją tego miasta – cicha, spokojna i zielona. Przedmieścia? Nein. Samo serce Brooklynu. Ditmas Historic Park odkryłem jak zwykle zupełnie przypadkowo.

       Historia ostatniej dekady układa się tak, że jeśli gdzieś mieszkam, to najdłużej 10 miesięcy. Były lata, w których mieszkałem w czterech różnych miejscach w czterech porach roku, serial ten zatem ma już całkiem sporo odcinków, ale trzy lata temu wszedł w nową fazę. Sezon drugi. Dekada czwarta. Wydawało się, że w Nowym Jorku zabawię na dłużej i faktycznie tak jest, ale los tak chce, że zupełnie przypadkiem kontynuuję tradycję 10 miesięcy, tyle że w granicach miasta. Po dziesiątce w Harlemie wylądowałem na Brooklynie. Przeprowadziłem się do Prospect Park South i to tutaj właśnie dzięki mojej współlokatorce odkryłem Ditmas Historic Park. Zupełnie jak w bajkach (lub studniach), z głośnej, pełnej bazarów, sklepów, metra, sklepów 99 cents i ludzi Church Avenue, na której mieszkałem, skręca się w lewo przy E18th street i oczom ukazuje się zupełnie inny świat. Spokojna aleja z pasem zieleni pośrodku wiedzie w serce dzielnicy charakteryzującej się przedmiejskim spokojem, ale przede wszystkim przepięknymi wiktoriańskimi domami budowanymi głównie na początku XX w, erze w której Brooklyn był wciąż odległą od Manhattanu zabłoconą wsią. Zmienił to developer Lewis H. Pounds kupiwszy ląd od holenderskiego osadnika nazwiskiem Ditmarsen i zabudowawszy między 1902 a 1914 rokiem ten kawałek ziemi domami różnej maści. Żaden jednak nie jest taki sam. Jako że wkroczyłem w tą dziurę czasoprzestrzeni bez dydaktycznego przygotowania, inspirowany do przechadzki zaledwie rekomendacją mieszkającej ze mną Kaylizdziwiłem się tym bardziej zastanym krajobrazem, zwłaszcza, że jeszcze 4 minuty temu byłem na usianej blokami, ruchliwej Church Avenue, a teraz przede mną rozpościerały się małe uliczki ze starymi domami jednorodzinnymi poukrywanymi w szpalerze wszechobecnych drzew. Domami, które na rynku kosztują nawet 2 miliony dolarów. Cała historyczna część dzielnicy ma 36 akrów, a po amerykańsku mówiąc zajmuje z 5-6 blocks, czyli na oko 5 ulic wszech i 5 wzdłuż. Jak wspominałem nie jest odcięta odwielkomiejskiego życia, z obu stron otoczona przez ruchliwe ulice, jedną z nich jest Cortelyou Road bogata w restauracje i bary, są też po obu stronach stacje metra i ścieżki rowerowe biegnące prosto nad ocean. Podróż na Manhattan to zaledwie 30 min podziemnej żeglugi.

       Ditmas Historic Park jest jak estetyczna i cicha enklawa pośród brudnej, hałaśliwej i betonowej części Brooklynu zwanej Flatbush. Idealna ucieczka nie tylko od ruchliwego Manhattanu, ale i urbanistycznego stepu Brooklynu. Znajduje się ona co prawda daleko od turystycznych szlaków, prawdopodobnie nie ma jej w Lonely Planet i na pewno nie jest priorytetem podczas tygodniowej wizyty w Nowym Jorku, ale jeśli ktoś przyjeżdża tutaj na dłużej na pewno warto tu zaglądnąć przy okazji odwiedzin w Prospect Park, który oddalony jest zaledwie o 10 min piechotą. Sam Prospect Park to wspaniały pomysł na słoneczny dzień – 8 milionów zwiedzających rocznie to najlepszy dowód – ale o tym może w następnym odcinku.

Żeby tradycji stało się zadość po 10 miesiącach w tej pięknej okolicy wyprowadziłem się nad morze do Coney Island. Był to oczywiście przypadek, ale magiczna dziesiątka została zachowana, a ja ulepszyłem joggingowe trasy z parkowych na plażowe.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>