Kolejne Święta Bożego Narodzenia na nartach! Szkoda, że to jeszcze nie tradycja, ale może kiedyś. Od ostatniego wypadu do Sierra Nevada minęły aż cztery lata, a od narciarskich świąt w Baqueria pięć. Tym razem skok w śnieg był opcją last minute, a mimo to kolejny raz okazał się złotym medalistą wśród świątecznych planów.   Whiteface Mountain należąca do pasma Adirondack Mountains leży w stanie Nowy Jork i jest piątym jego najwyższym wierzchołkiem. Przez wielu uważana za jeden z najlepszych narciarskich ośrodków na całym wschodzie Stanów Zjednoczonych. Ze szczytu BiałejTwarzy, pomimo iż nagromadziła zaledwie 1460 metrów nad poziomem morza, w rześki dzień widać Vermont, piękną panoramę całych Adirondacks, a nawet wieżowce Montrealu. Góra i leżące nieopodal miasteczko Lake Placid były gospodarzem zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1980 roku. Dzisiaj jest ulubionym placem zabaw bogatych nowojorczyków. W Lake Placid i okolicach nie brakuje pokaźnych, budzących podziw posesji, same miasteczko pełne jest hoteli, restauracji, sklepów z souvenirami, jest oczywiście też Starbuck’s.

     Pierwszego dnia dzielę taksówkę z pewną wytwornie ubraną kobietą podróżującą z małym kapryśnym pieskiem. Na pytanie taksówkarza czym się zajmuje w Nowym Jorku odpowiada: Absolutnie niczym. Jestem żoną. Po czym dodaje: not bad for a girl from a small town in Wisconsin. Gdy wysadzaliśmy ją przy jej posesji, wszystko stało się jasne. Mąż ewidentnie zadbał o komfort życia. Dla nowojorczyków Lake Placid to dobra lokacja na drugi dom. Jest tu co robić przez cały rok, latem kuszą piękne jeziora, zimą śnieg i góry. Na stokach słyszy się wiele języków świata. Rosyjski, Francuski, Włoski i jak zawsze również i Polski. Hiszpański, tradycyjnie, to domena obsługi, która w przeważającej części pochodzi z programów Work&Travel. Młodzi ludzie przyjeżdża tutaj pracować sezonowo na wizach J-1. Sam z taką właśnie wizą w paszporcie w roku 2008 stawiłem się po raz pierwszy u wrót wujka Sama. W moim przypadku jednak zamiast na oficjalne zmyślone stanowisko pracy w New Jersey udałem się od razu do San Francisco by wraz ze znajomym zrealizować klasyczny roadtrip po zachodzniej części USA.

      Do Lake Placid przyjechałem późnym popołudniem po 5h podróży pociągiem z Nowego Jorku. Lubię te długie podróże kolejami Amtrak – wcześniej tym samym pociągiem jechałem już do Montrealu i Toronto. Tym razem jednak czekała mnie niespodzianka  przy powrocie (o tym za chwilę). Na miejscu okazuje się że moje airbnb jest 5 mil za miastem. Nie ma busów, nie ma taksówek, bo to wigilia. W lobby wytwornego hotelu gdzie mnie odstawiono proszę recepcję o pomoc. W końcu znajduje się taksówkarz-firma-jedno-osobowa, który o 5 popołudniu 24 grudnia nadal pracuje. Staje się on postacią kluczową tego wyjazdu – bez niego ani rusz. Z mojego schroniska Ski-Center, które jest ośrodkiem narciarskich biegaczy, na samą górę pod stoki jest ponad 6km. Uber jeszcze nein. Innego transportu nie ma. A więc codziennie tam i z powrotem taksówką. Kurs $20 (ouch).

 

      Warto się zatrzymać nad barwną postacią mojego taxi driver Roberta, 57 letniego emerytowanego żołnierza, niedoszłego reprezentanta USA w bobslejach oraz skokach narciarskich, z których jednak wycofał się po przerażającym wypadku kiedy to w połowie lotu odpadła mu narta. Twarde lądowanie przy silnych wiatrach, tego dnia strach wygrał z Robertem i nigdy więcej już nie skakał.  Dzisiaj, po perypetiach, zakłada firmę taxi i ma pełne ręce roboty w święta. Gdyby nie on miałbym spory kłopot z dotarciem na stoki, także cieszyło mnie nie tylko, że jest, ale też że drugiego dnia świąt stawił się u mnie tak jak prosiłem o 7 nad ranem i generalnie, jak na wojskowego przystało, był punktualny, a to rzadkość. Jechałem tego dnia na first tracks, czyli organizowane przez tutejszy ośrodek pod opieką przewodników jeżdżenie po dziewiczych stokach zanim zostaną oficjalnie otwarte. Grupa ograniczona jest tylko do 14 osób, ale przy rezerwacji z wyprzedzeniem udało mi się załapać na dwa dni. Ten kto zadaje sobie pytanie czy warto tak wcześnie wstawać by przy mrozach -20C pchać się o 8 rano na smaganą wiatrem górę, prawdopodobnie nigdy stoków jako pierwszy nie przecierał. A jest to uczucie jedyne w swym rodzaju. Warto! Jak się okazało okazji takich miałem jeszcze więcej ostatniego dnia, ponieważ z powodu mrozu wiele wyciągów było zamkniętych i przy odpowiednich kombinacjach udało mi się przeskoczyć na przełaj parę szlaków by o jedenastej dotrzeć do tras tego dnia jeszcze nie jeżdżonych. -30C robiło swoje, góra lekko opustoszała. Otwarty był tylko jeden wysoki wyciąg zabierający nas na czarne trasy. Dobre i to. Zjeżdżanie na nartach przy takim mrozie i w wiatrach momentami mrożących powietrze w płucach nie należało do najprzyjemniejszych. Po 5 zjazdach poprzetykanych wizytami w barze (herbata z rumem – klasyk górskich schronisk) uznałem, że wystarczy. Moje mięśnie czworogłowe i kolana i tak miały dość. Nigdy wcześniej nie jeździłem w takich temperaturach, brrrr. Pierwszy raz w życiu doświadczyłem lekkiego odmrożenia. Część mojego policzka wygląda dziś jakby zderzyła się z gorącym żelazkiem, które zostawiło czerwoną bliznę, ale to chyba przejdzie (?). Po wczorajszej lodówce na szczycie, dzisiaj lekkie przeziębienie. Pierwszy dzień jednak był ciepły (-5C), a pozostałe dwa mimo że zimne, to jednak utrzymywały rozsądne -20C. Same trasy doskonałe! Dobrze przygotowane stoki i szeroki wybór, chociaż po 4 dniach czułem, że widziałem już wszystko. Adirondacks to nie Pireneje. Nie można jednak narzekać na brak wrażeń. 30% czarnych tras i stromość to charakterystyczne cechy Whiteface, która ze względu na swoje smagane wiatrem zbocza nazywana jest przez tutejszych Iceface. Różnica wzniesień między stacją narciarską na dole, a najwyższym punktem góry to prawie 1000m! Także mimo pozornie niskiej góry (1357m.n.p.m dla narciarzy), na czarnych trasach działo się! Jeździło się przyjemnie, być może trochę krótko, myślę że zjechanie całej góry na raz nie zajęłoby więcej niż 15min. Wyciągi odkryte przy takich temperaturach wydawały się nieco wolne. Co ciekawe, jako jedyny chyba na stoku wśród setek narciarzy, nie miałem kasku. Zabawne jak to się wszystko zmienia. 15 lat temu nikt by o tym nawet nie pomyślał, chyba że byłeś pro zawodnikiem. Teraz tutaj nawet narciarze na biegówkach noszą kaski.

        Ale Lake Placid to nie tylko Whiteface Mt. W zimie można robić tu wiele innych rzeczy. Na przykład biegać na nartach po doskonale przygotowanych trasach, których w okolicy jest pełno. Te trasy, tak samo jak stoki, są ratrakowane. Dzisiaj w ostatnim dniu poszedłem w las o wschodzie słońca je sprawdzić i wygląda to naprawdę dobrze. Kto wie, może następnym razem pierwszy raz w życiu przyjadę tu pobiegać. Schronisko, w którym jestem, jest do tego idealne. Ma wypożyczalnie sprzętu a zaraz za nim zaczynają się 4 różne trasy. Ponadto można na nartach skakać, śmigać bobslejami i jeździć na łyżwach. Latem dochodzą do tego sporty wodne, łowienie ryb i pełno szlaków dla piechurów. Okolica ta pięknie musi wyglądać późną jesienią. Lake Placid i Whiteface to tylko jedno w z wielu cudów jakie kryje w sobie potężny stan Nowy Jork. Warto tu zaglądać o każdej porze roku.

 

    Ostatniego dnia po porannym spacerze w lesie wydawało się, że pozostało mi tylko wsiąść do busa wiozącego mnie na stację Westport, skąd łapałem pociąg z powrotem do NYC. Tyle, że na stacji czekała nas dobra nowina: pociąg ma trzy godzinne opóźnienie z powodu mrozu. 3h? Na szczęście stacja miała poczekalnię i około 7 osób cierpliwie czekało na rozwój wydarzeń. 3h opóźnienia szybko wydłużały się i skończyło się na 5h. Pociąg był pełny. Podróż do NYC normalnie zajmuje 5h, ale gdy wsiadamy w Westport o 6:30pm nikt nie ma wątpliwości, że do miasta dotrzemy grubo po północy. Kończy się na 2 nad ranem. Wysiadam na mroźnej Penn Station pełnej nocnego życia, bezdomnych i specyficznego smrodu Manhattanu. Przede mną jeszcze podróż metrem na Brooklyn, o tej porze nocy to kolejne 1.5h. Do domu na Coney Island docieram o 4am. Rozglądam się po brudnoszarej okolicy i trudno uwierzyć mi, że jeszcze 20h temu chodziłem po śnieżnych lasach. Bolesna podróż do miasta trwała 14h! Tak oto kończy się rok 2017.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *