Kolejna ucieczka ze śmierdzącego miasta Nowy Jork zaprowadziła nas tym razem w serce pięknego łańcucha górskiego – The Adirondacks – położonego w północno-wschodniej części stanu Nowy Jork, niedaleko granicy z Kanadą. Większość pasma znajduje się w obrębie Adirondack State Park, który zajmuje łącznie powierzchnię ponad 24 tysięcy kilometrów kwadratowych. Jest to największy obszar chroniony w Stanach Zjednoczonych, nie licząc Alaski. Jego łączna powierzchnia jest większa niż parków Yellowstone, Yosemite, Wielkiego Kanionu i Glacier razem wziętych. Park ten rozmiarem zbliżony jest więc do powierzchni całego stanu Vermont. Swe początki mają tu między innymi rzeki Hudson, Mohawk i Black a łączna długość wszystkich okolicznych rzek to ponad 2400 km (1500 mil). Znajduje się tu też ponad 2000 jezior i stawów, w tym Lake George (pow. 114 km²) , Great Sacandaga(108 km²) i Tupper Lake (44 km²). Oprócz najwyższego szczytu pasma, Mount Marcy, jeszcze tylko trzy inne szczyty wznoszą się ponad 1500 m n.p.m. Większa część szczytów wznosi się na wysokość od 1200 do 1400 m n.p.m.

      Nie jest to mój pierwszy pobyt w tych stronach, bo święta 2017 roku spędzałem nieopodal na nartach w Lake Placid. Tym razem coś innego, wypożyczamy samochód by po mniej więcej 6h znaleźć się w przepięknej krainie jezior i gór. Zaczyna się zawsze tak samo. Nowy Jork zaczyna uciskać skronie i staje się jasne, że czas gdzieś uciec, poodychać pełnymi płucami, wyczyścić duszę i ciało. Tak się złożyło, że znajomi znajomych mają camping z domkami (cabins) w lesie i przydałby im się fotograf do zrobienia porządnych zdjęć, które możnaby użyć na AirBnB. W starym dobrym stylu, szybko się dogadawszy, dokonaliśmy barteru. Normalnie cena na długi 4 dniowy weekend byłaby zaporowa, ale w zamian za parenaście zdjęć nagle wszystko staje się bardzo tanie. Tani jak zawsze wydaje się też samochód, ale po doliczeniu podatku, autostrad, paliwa, ubezpieczenia, etc, z $130 za 4 dni kończy się na $330. C’est la vie.

       Niby 4 dni wolnego, ale w praktyce większość piątku zajmuje nam dotarcie do Long Lake, powrót zaś okradł nas z połowy poniedziałku. Witają nas właściciele kempingu, Łukasz z żoną Alicją i 5 letnią Zosią na rękach. Mają całkiem spory kawał ziemi nad długim i głębokim jeziorem, jednym z dziesiątek na terenie całego parku. Drewniany domek to fusion staropolskiej mody z amerykańskimi akcentami. Na ścianach wiszą liczni ścięci – dziki, jelenie i inne futrzaki. W centrum living room mały kominek, który palił się u nas non-stop w tamten weekend. Sobotę poświęciliśmy na chill bez Netflixa, a już w niedzielę na spacer na szczyt Blue Mountain. Przez cały nasz pobyt okresowo pruszył śnieg, co było dodatkowym plusem, bo tej zimy poza trzema pseudo-śnieżycami w Nowym Jorku śniegu nie uświadczyliśmy. Tak więc oto w połowie marca udaje mi się przeżyć biały weekend. Na szlakach śniegu jeszcze więcej. Miły spacer pod górę na wieżę obserwacyjną, zwaną tu pożarową. Szybka zmiana z szarych brudnych chodników nowojorskich na śnieżne tory w leśnej puszczy od razu dobrze nam zrobiła. Dodatkowo gdy przestało padać, dzień przechodził w tryb słoneczny. Tutaj muszę cały Nowy Jork pochwalić! – mimo, że zimy są równie długie i nużące jak w Polsce, wielu rumieńców dodają im liczne dni pełnego, niczym niepohamowanego słońca, luksusu o którym Polacy mogą tylko pomarzyć. W niedzielę udaliśmy się na Goodnow Mountain. Szlak nieco dłuższy (10km) ale w sam raz na pół dnia. Na szczycie kolejna wieża i kolejne dobre widoki. Oglądając zdjęcia zdałem sobie sprawę, że patrzę na te same góry, na które patrzyłem ze szczytu Whiteface. Po zmroku, który o tej porze zapada po 19H, noce przed kominkiem. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Lake George, które jednak w marcu wyglądało nijak.

       Problemem w takich miejscowościach bywa jakość jedzenia. Na odludziach restauracje głównie serwują maczane-w-oleju-wszystko po amerykańsku, burgery, frytki i majonez z cukrem. Trudno zjeść coś pysznego, chyba że się łowi własne ryby. W sklepach też raczej wersja basic z puszki, chociaż zawsze można znaleźć dobre wina (+). W tzn upstate, czyli stanie Nowy Jork, można trafić w urokliwe miasteczka typu New Paltz, gdzie znajdziemy kuchnię tajską, chińską i francuską, ale większość miejscowości jest jak Pine Hill czy Long Lake, gdzie trudno a coś innego niż pub lub diner. Mimo to i mimo ponad 5h jazdy w jedną stronę autostradą, zdecydowanie warto Adirondack State Park.  odwiedzić. Zimą narty, jesienią tarzenie się w liściach, a latem i wiosną kajakowanie i opalanie (z dużą ilością komarów), oto zalety tego zakątka ziemi. Na szlaku w marcu nie było prawie nikogo, jeden z nich był widocznie nie uczęszczany od co najmniej paru dni. Zimą warto zabrać rakiety śnieżne i raki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *