Miękkie popołudniowe światło zalewa wagon mojego ulubionego pociągu Amtrak Adirondack jadącego z Montréalu do Nowego Jorku. Trasa ta została wybrana jako  Top 10 Most Scenic Train Ride in the World. Mój drugi raz w stolicy Quebec umocnił pierwsze obserwacje – Montréal to miasto warte grzechu przypominające w swojej atmosferze Wrocław. Niby Kanada, ale z dużą dozą Francji w specificznej odmianie. W porównaniu z tętniącym i prychającym parą Nowym Jorkiem to miasto przyjemnie szumi.

     Kolejne Święta Bożego Narodzenia na nartach! Szkoda, że to jeszcze nie tradycja, ale może kiedyś. Od ostatniego wypadu do Sierra Nevada minęły aż cztery lata, a od narciarskich świąt w Baqueria pięć. Tym razem skok w śnieg był opcją last minute, a mimo to kolejny raz okazał się złotym medalistą wśród świątecznych planów. 

FINISH!

  Ostatnie 4 dni, długi finisz po stronie polskiej, jazda głównie w deszczu, chmurach i późnej nieco jesieni. Jak się okazało Karkonosze nie stawiły najmniejszego prawie oporu, być może faktycznie nie jest tak wysoko, ale raczej nie zrobiły na mnie wrażenia, ponieważ miałem za sobą już 7 tygodni jazdy oraz Pireneje, Apeniny i Alpy na rozkładzie.

MOKRA PÓŁNOC

             Po relaksie budapesztańskim przyszedł czas na północ. Ostatni tydzień był zimny i mokry, coraz bardziej spieszyło mi się do finiszu, coraz bardziej dokuczały mini kontuzje, pamiętam, że prawe kolano w ostatnich dwóch tygodniach wyraźnie domagało się przerwy.

ALPY I BUDAPESZT

       W szóstym tygodniu rozpoczęła się druga część wojażu. Pierwsze 35 dni to Europa zachodnia i jej wybrzeża, pozostałe 20 dni to Europa Centralna i jej górzyste szare nieba. Od razu po opuszczeniu Italii powitały mnie słoweńskie Alpy, które należą do pasma Alp Julijskich. Na mapie nie wyglądało to zbyt groźnie, ale kiedy pierwszy raz pojawiły się na horyzoncie wiadomo od razu było, że będzie źle. A więc faktycznie Alpy. 

     Według statystyk Forbes Waszyngton nie mieści się nawet w pierwszej dziesiątce najczęściej odwiedzanych miast USA, ale nie warto go pomijać podczas podróży po wschodnim wybrzeżu. Miasto liczące sobie niespełna 700 000 ludzi, jak każda stolica, słynie głównie z bycia politycznym centrum kraju i świata, muzeów i monumentów, ale ma do zaoferowania też wiele więcej.

     Za górami, za lasami, mieszkałem kiedyś w Kraju Basków. Był to już mój trzeci rok w Hiszpanii, ale po Madrycie i Barcelonie dopiero pierwszy na północy. Brakowało w tym wszystkim południowego smaku, turysta powiedziałby flamenco. Nadarzyła się okazja w kwietniu, miesiącu znanym z roadtripów i 10 dniowych wakacji. Wszystko to za sprawą Wielkanocy, która w Hiszpanii ma wyjątkowy wymiar, zwłaszcza na południu w Andaluzji.