DSCF3319 copy

     Kontynuując narodzoną w zeszłym roku nową świecką tradycję wypadu w polskie zaśnieżone góry w styczniu (poprzednia edycja: Bieszczady 2016), tym razem podnieśliśmy poprzeczkę i wybór padł na Tatry. Wyżej już nie będzie w Polsce. W tym samym składzie wybraliśmy się w wyjątkowo tej zimy białe góry, które nie tylko są wyższe i szersze od Bieszczad, ale również groźniejsze i chyba jednak budzące większy respekt.

pano-cloudwalkin

     1 listopada zamiast na groby wybór padł na najwyższe pasmo Gór Kantabryjskich na północy Hiszpanii – Picos de Europa. Formacja ta położona jest jedynie 25 km od Atlantyku, który można z jej szczytów z powodzeniem obserwować przy pomyślnych wiatrach. Według legendy nazwę tej grupie nadali żeglarze powracający z dalekich podróży do domu. Strzeliste, bielone przez połowę roku śniegiem, wysokie szczyty były dla wspomnianych podróżników nieraz zwiastunem rodzinnych stron. 

img_7470

       Przyszedł wreszcie czas na kolejny letni tym razem roadtrip. Bez podróży nie ma życia, a jednym z największych plusów surfowania po świecie jest poznawanie ludzi żyjących w najróżniejszych zakątkach świata. Nowych znajomych można potem odwiedzać. Antoine’a poznałem w spieczonych słońcem Indiach, ale jego domem jest zimny acz intrygujący Montréal w kanadyjskiej prowincji Quebec.

MVI_1930-2

     Niedawno pisałem o hiszpańskim raju narciarskim Baqueira/Beret, którzy ludzie tutaj generalnie uważają za numero uno. Numero dos to Sierra Nevada na południu w Andaluzji. Rok temu jeżdżąc w Pirenejach myślałem, że pewnie długo przyjdzie mi czekać na to by mieć możliwość sprawdzić specyficzne warunki narciarskie na południu. Szczęśliwie jednak się myliłem, bo już rok później było mi to dane zrobić, gdyż chwilowo zamieszkałem w Granadzie, którą od gór dzieli tylko 40 malowniczych kilometrów.

Bieszczady / Poland

      Rok 2015 był takim dziwnym rokiem, w którym nie podróżowałem wcale. Utknąłem w betonowej dżungli. Oczywiście samo życie w Nju Jorku to jak podróż po świecie – tak. A jednak na próżno szukać tu gór, lasów czy stoków narciarskich, mało świeżego powietrza i jedzenia. Dużo za to ludzi, którzy w wyniku chronicznego braku kontaktu z naturą zupełnie postradali zmysły. Jest na szczęście plaża i ocean. Tam też latem udawałem się posłuchać fal. Po roku suchym w podróże – czyli z definicji roku słabym – nadchodzi nowy czas. Podobno. Wkraczamy właśnie w Erę Wodnika i już wszystko wróci do normy. I faktycznie dwa zero jeden sześć zaczął się dobrze, bo w śniegu i z silnym wiatrem, nie brakowało też póki co słońca.

slider

     Trzy lata temu wpadłem na doskonały pomysł spędzania świąt – do dziś jeszcze nie udało mi się wymyślić nic lepszego. Mieszkałem w Kraju Basków, nie tak daleko od Pirenejów, więc postanowiłem wypróbować tamtejsze stoki. Wyglądało to mniej więcej tak:

slider

     Wrzesień. Wczesna ciepła jesień. Gdzie jestem? W środku bieszczadzkiego lasu. Przed chwilą zaczął padać deszcz. Siedzę w aucie stojącym na błotnym placu, do którego prowadzi dziwna bardzo, ni to leśna, ni to piaszczysto-asfaltowa nieoznaczona droga. Z radia do niedawna płynęły przyjemne dźwięki.

cover

W STRONĘ MARSYLII 

     Jeżeli dotarcie do Canal du Midi było swoistym czyśćcem, czasem na zwolnienie i zmycie brudów pierwszego tygodnia, o tyle kontynuacja jazdy w trzecim etapie nie była niczym innym niż przedsionkiem raju. Oto rozpoczynał się najlepszy etap podróży, część o której myślałem najczęściej gdy planowałem trip.

IMG_6686-Edit

CANAL DU MIDI

     Drugi tydzień wyprawy należał do zdecydowanej jej czołówki. Ustąpił być może tylko tym spędzonym nad Morzem Śródziemnomorskim. Od początku wiedziałem, że właśnie na francuskim wybrzeżu będę czuł się najlepiej – nic tak nie mówi mi jesteś w domu jak kolejne powroty nad morza lub oceany. 

6717-1-Edit

JAZDA

     Nastąpił wreszcie ten dzień, godzina zero, czas był ruszać w głuchą noc. Nie planowałem nocy, ale okazało się, że przeceniłem gościnność właścicielki mojego byłego mieszkania w Durango, do którego wracałem odebrać rower