FINISH!

  Ostatnie 4 dni, długi finisz po stronie polskiej, jazda głównie w deszczu, chmurach i późnej nieco jesieni. Jak się okazało Karkonosze nie stawiły najmniejszego prawie oporu, być może faktycznie nie jest tak wysoko, ale raczej nie zrobiły na mnie wrażenia, ponieważ miałem za sobą już 7 tygodni jazdy oraz Pireneje, Apeniny i Alpy na rozkładzie.

MOKRA PÓŁNOC

             Po relaksie budapesztańskim przyszedł czas na północ. Ostatni tydzień był zimny i mokry, coraz bardziej spieszyło mi się do finiszu, coraz bardziej dokuczały mini kontuzje, pamiętam, że prawe kolano w ostatnich dwóch tygodniach wyraźnie domagało się przerwy.

ALPY I BUDAPESZT

       W szóstym tygodniu rozpoczęła się druga część wojażu. Pierwsze 35 dni to Europa zachodnia i jej wybrzeża, pozostałe 20 dni to Europa Centralna i jej górzyste szare nieba. Od razu po opuszczeniu Italii powitały mnie słoweńskie Alpy, które należą do pasma Alp Julijskich. Na mapie nie wyglądało to zbyt groźnie, ale kiedy pierwszy raz pojawiły się na horyzoncie wiadomo od razu było, że będzie źle. A więc faktycznie Alpy. 

PASSO DEL BOCCO  

    Ciekawe, że w zeszłym odcinku (week 4) pisanym rok temu latem wspomniałem, że chętnie bym wrócił w tamte strony kiedyś, bo właśnie za 10 dni tak się po części stanie. Nie wracam na Cote d’Azur, lecz nieco bardziej na zachód, najpierw do Arles na festiwal fotograficzny, a potem 4 dni w Parc Camargue, który pojawił się w odcinku 3 (week 3).

LAZUROWE WYBRZEŻE

     Tydzień 4 podróży to nic innego jak kontynuacja melanżu w raju. Był to co prawda tydzień dużo bardziej pracowity, został pobity znowu rekord trasy (543km), ale dzięki temu i bogaty. Po opuszczeniu Cassis pierwsze trzy miejscowości na rozkładzie prezentowały się tak: Saint-Tropez, Cannes, Nice. A potem Italia.

W STRONĘ MARSYLII 

     Jeżeli dotarcie do Canal du Midi było swoistym czyśćcem, czasem na zwolnienie i zmycie brudów pierwszego tygodnia, o tyle kontynuacja jazdy w trzecim etapie nie była niczym innym niż przedsionkiem raju. Oto rozpoczynał się najlepszy etap podróży, część o której myślałem najczęściej gdy planowałem trip.

CANAL DU MIDI

     Drugi tydzień wyprawy należał do zdecydowanej jej czołówki. Ustąpił być może tylko tym spędzonym nad Morzem Śródziemnomorskim. Od początku wiedziałem, że właśnie na francuskim wybrzeżu będę czuł się najlepiej – nic tak nie mówi mi jesteś w domu jak kolejne powroty nad morza lub oceany. 

JAZDA

     Nastąpił wreszcie ten dzień, godzina zero, czas był ruszać w głuchą noc. Nie planowałem nocy, ale okazało się, że przeceniłem gościnność właścicielki mojego byłego mieszkania w Durango, do którego wracałem odebrać rower

PRZYGOTOWANIA

      Nie ma dla mnie lepszej daty na snucie rowerowych opowieści niż 4 sierpnia. W ten to bowiem dzień roku 2013 niedaleko po północy wyruszyłem w 7 tygodniową podróż przez Europę na rowerze o jednym zaledwie biegu.  Jak do tego doszło?